Andrzej Supron

Najlepsze w życiu to sport i rodzina

0
1305

– Dzięki zapasom i temu, że byłem mistrzem, poznałem cały świat, a przede wszystkim fantastycznych ludzi. Począwszy od naszego Ojca Świętego, a skończywszy na królach, aktorach i artystach światowej sławy. Jestem bardzo szczęśliwym człowiekiem. Mam wspaniałą rodzinę, cudowną żonę i doskonały dom. Cóż można by sobie wymarzyć więcej? – mówi Andrzej Supron, były sportowiec, szesnastokrotnykrotny medalista mistrzostw eurpy, świata i igrzysk olimpijskich. Obecnie właściciel sieci fitnessklubów oraz restauracji Piecuszek.

Co było najlepsze w twoim życiu?

Andrzej Supron: Najlepsze, co w życiu zrobiłem to to, że trafiłem do sportu. Sport dał mi wszystko. Wykształcenie, pozycję, pieniądze, przyjaciół, a można powiedzieć, że nawet żonę. Czyli, generalnie rzec biorąc, to było najlepsze posunięcie, jakie kiedykolwiek mogłem zrobić. Dzięki temu poznałem fantastycznych ludzi.

ANDRZEJ SUPRON Z ŻONĄ EDYTĄ FOT MICHAŁ CZAJKA
ANDRZEJ SUPRON Z ŻONĄ EDYTĄ FOT MICHAŁ CZAJKA

A gdzie się poznaliście?

Edyta Supron: U mnie w szkole. Andrzej kiedyś robił profesjonalne zapasy, taki polski WWF i szukał osób, które będą walczyły u niego na ringu. Tak się poznaliśmy.

Ile miałeś lat, kiedy zacząłeś trenować?

A.S: Zacząłem treningi jako niespełna dwunastolatek, chodziłem na zajęcia na warszawskim Powiślu. Wiadomo, że chłopcy zawsze rywalizują ze sobą. Część moich kolegów zaczęła treningi, więc ja nie chciałem być gorszy. I tak trafiłem na salę sportową. Okazało się, że mam talent, trener Tadeusz Świętulski mnie przypilnował, no i zacząłem odnosić sukcesy. Życie pokazało, że to był strzał w dziesiątkę. Dzięki zapasom i temu, że byłem Mistrzem, poznałem cały świat, a przede wszystkim fantastycznych ludzi. Począwszy od naszego Ojca Świętego, skończywszy na królach, aktorach i artystach światowej sławy. Jestem bardzo szczęśliwym człowiekiem. Mam wspaniałą rodzinę, cudowną żonę i doskonały dom. Cóż można by sobie wymarzyć więcej?

Bardzo dużo działasz społecznie na rzecz krzewienia kultury fizycznej, opowiedz nam o tym.

AS: To wynika z mojej pasji życiowej i ze świadomości, że sport w tej chwili podupadł, a kultura fizyczna jest traktowana po macoszemu. Bierze się to z ogromnej nieświadomości, że brak ruchu to gorsze zdrowie i większa podatność na różnego rodzaju choroby, stresy itd. Ja, będąc w pewnym sensie zawodowcem, mam pełną świadomość, do czego prowadzi brak ruchu. Toteż zachęcam do aktywności fizycznej przede wszystkim młodzież, ale również i dorosłych. Mam swoją sieć fitnessklubów, gdzie „buduję” ich sylwetki oraz zdrowie. Lubię się również angażować na rzecz różnych akcji charytatywnych, ponieważ wiem, że nie jesteśmy jeszcze na tyle bogatym społeczeństwem, żeby każdy mógł sam zadbać o siebie i swoje potrzeby. Wiem, że są osoby, które potrzebują pomocy… I jeśli można im pomóc, to staram się to robić. Także wykorzystując to, że jestem kimś znanym publicznie. Bo, moim zdaniem, takie osoby powinny dawać innym dobry przykład. Włączyłem się również w akcje społeczne, takie jak np. Wybory Miss po 50tce, ponieważ mam świadomość, że kobiety w tym wieku są spychane na margines. Biorę także udział w akcji „Zdrowi Wiekowi”. Chodzi o to, aby starość, która jest niegodna, mogła być naprawdę była miła i przyjemna. No i oczywiście najważniejsze, czyli dzieci. To jest nasza przyszłość. Kocham dzieci. Sam mam ich czworo. W tej chwili realizuję program ministerialny „Mały Mistrz”, powstały po to, żeby uaktywnić małe dzieci w szkołach podstawowych.

Na czym polega ten program?

A.S: Nie ukrywam, że miałem w tym swój udział, bo wymyśliłem program o wychowywaniu zdrowego społeczeństwa poprzez kulturę fizyczną – ruch i „zapasy w każdej szkole” to część tego programu. Ktoś mógłby zapytać, dlaczego zapasy? Nie tylko dlatego, że sam byłem zapaśnikiem. Jestem trenerem, nauczycielem oraz ojcem i wiem, że zapasy w początkowej fazie są najlepszą dyscypliną ogólnorozwojową. Przygotowują do każdego innego rodzaju sportu. A przede wszystkim do zdrowego trybu życia, co jest najważniejsze. Nie każdy może zostać mistrzem, ale wszyscy powinni być zdrowi, aktywni i mieć świadomość potrzeby ruchu. Moim zdaniem taką postawę należy wpajać od najmłodszych lat. Tym bardziej, że w tej chwili mamy nieprawdopodobnie groźnego przeciwnika w postaci gier komputerowych i różnych urządzeń oraz nowych technologii, które wprowadzają dzieci w wirtualny świat. Pod ich wpływem młodzi ludzie zapominają o aktywności fizycznej i niestety nie wykorzystują naturalnych zasobów adrenaliny. Moim zdaniem najlepszą alternatywą dla komputera jest sportowa rywalizacja. Zaangażowanie w nią dzieci powoduje, że potrafią się tym bawić i zarazem uczyć nawyku uprawiania sportu.

ANDRZEJ SUPRON FOT MICHAŁ CZAJKA3
ANDRZEJ SUPRON FOT MICHAŁ CZAJKA

Ale też umiejętności wygrywania i przegrywania. Co jest trudniejsze, unieść ciężar wygranej czy przegranej?

A.S: Zawsze powtarzam, że sport w początkowej fazie, podobnie jak wiara, wnosi najlepsze wartości, które może posiąść młody człowiek. Uczy sumienności, współpracy w drużynie, dążenia do sukcesu, umiejętności pogodzenia się z porażką oraz radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Te wszystkie elementy są w sporcie i jest to najlepsza szkoła przygotowawcza, nie tylko do życia sportowego, ale również społecznego.

A jaką największą porażkę pamiętasz z własnego dzieciństwa?

A.S: Trudno powiedzieć, bo kiedy człowiek jest dzieckiem, to jego wymagania są zazwyczaj niewielkie. Mnie wystarczało, że miałem jak najwięcej wolnego czasu, grono przyjaciół i miejsce do zabawy. Wychowywałem się w okresie rozbudowy Warszawy, więc ciągle były jakieś atrakcyjne dla dzieciaków place budowy… Dzieciństwo miałem cudowne, prawdziwe, a nie zza szyby. Jeżeli chodzi ogólnie o moje porażki życiowe – oczywiście były sportowe. No i gdzieś tam na przestrzeni mojego życia nastąpił rozwód, ale bardzo chciałem, aby się odbył w sposób cywilizowany, kulturalny, żeby nikogo nie obrazić, nie wprowadzić nieszczęścia do czyjegoś życia. I wydaje mi się, że w dużej mierze mi się to udało. W dalszym ciągu utrzymuję dobry kontakt ze swoją byłą żoną, dzieci z obu związków się znają. Doszliśmy do porozumienia. Każdy dał sobie szansę, stworzył nowe życie i kto wie, czy oboje nie dostaliśmy kolejnej możliwości do przeżycia czegoś nowego, najlepszego w życiu. Mój najmłodszy syn jest moim wielkim sukcesem. Daje mi ogromną satysfakcje, inspirację do tego, żeby o siebie dbać, by być dla niego dobrym wzorem. To jest chyba najlepsze, co mogło mi się przytrafić w życiu. Generalnie jestem optymistą. Nie narzekam, nawet jak mi źle. W dodatku mam wesołe usposobienie. Te dwa elementy powodują, że jestem po prostu szczęśliwym człowiekiem.

Czym jest projekt „Budowanie autorytetów z Andrzejem Supronem”?

A.S.: Ludzie sukcesu, którzy są rozpoznawani, powinni być naśladowani jako pozytywne wzorce. Zatem po ich stronie leży, aby swoimi działaniami dawali dobry przykład, pokazując poszanowanie dla starszych osób, dając wsparcie tym, którym się nie powiodło. Ale czasami poprzez fakt, że jest się matką, ojcem czy dziadkiem, poświęca swoje życie na wychowanie dzieci, także można być autorytetem. I takich ludzi trzeba po prostu szanować.

Kto stanowił dla ciebie autorytet, kiedy byłeś młodym człowiekiem?

A.S.:Rzeczą naturalną jest ,że pierwszymi autorytetami są rodzice, ale ponieważ moje życie cały czas było związane ze sportem, to oczywiście wśród wybitnych sportowców doszukiwałem się ideałów. Kiedy widziałem, jak oni dochodzą do sukcesu, drogą jakich wyrzeczeń, to był to dla mnie wzór, który powodował, że i ja stawałem się kimś lepszym. Bardziej zdyscyplinowanym. Kimś, kto nie narzeka, ponieważ wie, że aby osiągnąć sukces, musi pokonać pewne trudności. Ich postawa pokazywała mi kierunek, w jakim powinienem podążać. Ci mistrzowie byli dla mnie autorytetami.

Występujesz w programie o sportowych skokach do wody. Jak tam trafiłeś?

A.S.: Dostałem propozycję wzięcia udziału w programie „Celebrity Splash”. Nigdy się nie bałem wyzwań, z reguły jestem w sporcie odważny, zatem błyskawicznie się zdecydowałem. Okazało się jednak, że moja decyzja była trochę pochopna.

Ile trwały przygotowania do programu?

A.S.: Niestety za krótko, żeby można było pokazać kunszt tej pięknej, a zarazem bardzo trudnej dyscypliny sportu. Miałem wiele upadków, jestem cały poobijany, kiedy wszedłem na dziesięciometrową wieżę i spojrzałem w dół, byłem przerażony. No, ale do tego musiałem się przyzwyczaić.

Woda, do której skaczesz, jest bardzo głęboka?

A.S.: Na całe szczęście tak, bo nie ma ryzyka, że uderzę w dno. W dodatku jest bardzo przezroczysta, co wzmacnia wrażenie jej głębi. Ale, jak powiadają, trening czyni mistrza. W dodatku sama myśl, że mogłem zaimponować własnym dzieciom, a zwłaszcza najmłodszemu synowi (13 lat), że ich ojciec mimo swojego wieku jest jeszcze bardzo sprawny i może rywalizować z dużo młodszymi od siebie, był dla mnie motywujący.

Jesteś najstarszy w grupie?

A.S.: Jestem prawie najstarszym uczestnikiem programu i czasami pozostali są o połowę (a nawet niektórzy więcej niż połowę) młodsi ode mnie. Co także mnie nakręca – pokazać tym młodym, że można. Często sobie żartuję, że jestem jak bohater książki Hemingway’a – „Stary człowiek i morze” – tylko nie przez „rz”.

E.S.: Kiedy zobaczyłam, jaki jest posiniaczony i z jakiej wysokości skacze, to mnie ciarki przeszły. Pochodzę z Mazur i jeszcze z dzieciństwa pamiętam, że ktoś gdzieś tam skakał do jeziora i potem wylądował na wózku. I od razu boję się, że Andrzej się połamie.

Nie pozwolisz mu więcej, żeby skakał?

E.S.: Nie aż tak. Ale myślę, że nie podoba mu się to na tyle, żeby skakał częściej niż to jest konieczne. Koniec programu i koniec ze skokami. Andrzej naprawdę ciężko trenuje, widzę, jak jest posiniaczony i poobijany. Ale to twardziel…

Edyta, a jaki jest twój ulubiony sport? Trenujesz coś?

E.S.:Teraz nic nie trenuję, ale kiedyś uprawiałam koszykówkę i strzelałam, zresztą bardzo dobrze. Rozumiem zatem pasje sportowe Andrzeja. Chociaż skoki do wody uważam za bardzo niebezpieczne.

A.S.: Prawda jest taka, że trzeba wyłączyć głowę, bo wiek akurat w tym przypadku jest przeszkodą. Z latami rośnie w człowieku świadomość i rozsądek i mówi, że nikt w tym wieku nie skacze z olbrzymich wysokości do wody. Przecież nawet zawodowi skoczkowie po sześćdziesiątym roku życia nie mogą skakać powyżej pięciu metrów.

Przecież ty nie masz sześćdziesięciu lat, to jeszcze możesz.

A.S.: (śmiech)

Podsumowując – najlepsze z życia to dla ciebie sport i twoja rodzina?

A.S.: Zdecydowanie tak, a fakt, że mogę być jeszcze przydatny w różnych ważnych przedsięwzięciach społecznych, również dodaje mi energii.

ANDRZEJ SUPRON Z ŻONĄ EDYTĄ FOT MICHAŁ2
ANDRZEJ SUPRON Z ŻONĄ EDYTĄ FOT MICHAŁ

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ