Klaudia Podkalicka

Staram się nie odpuszczać

0
862

Trzeba być silnym. Aby się nie poddać, nie powiedzieć za którymś razem: „Mam to już gdzieś, poddaję się, nie jadę dalej”. Cały czas trzeba być wytrwałym, powiedzieć sobie: mogę – mówi Klaudia Podkalicka, kierowca rajdowy i wyścigowy. Zdobywczyni drugiego miejsca w Pucharze Świata podczas rajdu Baja Poland, Wicemistrzyni Adac Logan Cup, najszybsza kobieta w historii pucharu KIA LOTOS RACE. Instruktorka doskonalenia techniki jazdy, dziennikarka, specjalista ds. bezpieczeństwa na drodze…

Załącznik pocztowy

Najlepsze z życia dla ciebie to…?

Myślę, że jest to moment, gdy mam już wszystko zapięte na ostatni guzik i kiedy już wiem, że zbliżają się zawody, mam luźną głowę, nie muszę się martwić o sponsorów i mogę zacząć swobodnie pracować.

Jakie zawody?

Cross Country rajdy samochodowe. Wcześniej jeździłam w wyścigach, teraz skupiam się tylko i wyłącznie na rajdach i to jest to, co sprawia mi w życiu największą przyjemność. Wszystko, co robię, idzie w tym właśnie kierunku, żeby spiąć to wszystko… Nie ukrywajmy, jest to bardzo drogi sport, dużo zależy od kwestii finansowych. Wiadomo, liczy się szczęście i nasze przygotowanie do zawodów, ale oprócz tego także i pieniądze, które na to wszystko trzeba wydać. I to jest chyba w tym sporcie jedno z trudniejszych wymagań, które trzeba spełnić. Dlatego stan, kiedy już wszystko jest dopięte na ostatni guzik, jest po prostu rewelacyjny. Takich momentów w życiu nie miałam wiele, dlatego przeważnie do końca nie wiadomo, w jakich zawodach się wystartuje. W tym roku jestem spokojna i szczęśliwa, bo wiem, że na pewno pojadę na cały cykl mistrzostw Polski i Europy w nowych barwach Total, co jest dla mnie dużym osiągnięciem.

Skąd wzięło się w tobie takie zamiłowanie? Wpoili ci je rodzice?

Jestem jedynaczką, moja mama tańczyła i jest po szkole baletowej, a tata to kierowca wyścigowy. Nie mogę powiedzieć, żeby w dzieciństwie były na mnie naciski, niemniej jednak zarówno jednej, jak i drugiej stronie zależało, abym przejęła ich pasje. Może gdybym miała rodzeństwo, byłoby inaczej i jakoś by te pasje rozdzielono na kilkoro dzieci, a tak skupiono się na mnie jednej. Gdy miałam 6 lat, mama zapisała mnie do ogniska baletowego, zaczęłam tańczyć i z tym, tak na dobrą sprawę, wiązałam przyszłość. Tyle że jakoś nie do końca odnajdywałam się w tej roli. Pierwsze zajęcia były dla mnie trudne, nie do końca mi się to podobało… Jednak z biegiem czasu stawałam się zafascynowana tańcem klasycznym i wierzyłam w to, że będę słynną primabaleriną – i tak się stało. Wszystko szło w tym kierunku. Wyjazdy, tournée przeróżne, nie sądziłam, że coś może się zmienić i że mogę pójść w innym kierunku. Natomiast w wolnym czasie a nie miałam go dużo, bo z biegiem lat miałam zajęcia baletowe codziennie po pięć-sześć godzin, łącznie z sobotami i niedzielami starałam się gdzieś wyjeżdżać z tatą. Wtedy uczył mnie jeździć albo wybieraliśmy się na jego zawody, na które często zabierałam koleżanki z baletu. Podobało mi się to.

Czy to wszystko szkoła, kółko baletowe, zawody ukształtowało trochę twój charakter, nauczyło, na przykład, obowiązkowości?

Zdecydowanie tak. Na dobrą sprawę cały czas się czegoś uczę. Choćby pokory bo czasami trzeba odpuścić, stwierdzić, że nie da się szybciej pojechać, a pewnych rzeczy się nie przeskoczy.

Leszczyński Patryk 2
Fot. Leszczyński Patryk

Co ostatnio odpuściłaś?

Tak na dobrą sprawę staram się nie odpuszczać. Trzeba jednak pamiętać o specyfice odcinków specjalnych, gdzie są duże prędkości, jedziemy po nieznanych trasach (są to zazwyczaj bezdroża, często w lesie, na poligonach lub pustyniach), należy oszczędzać samochód, bo musi dotrwać do końca całego rajdu. Dlatego czasami trzeba wiedzieć, co i kiedy odpuścić. Wcześniej brałam udział w wyścigach samochodowych, w których jeździliśmy w kółko po torze, który już de facto dobrze znaliśmy, bo przed startem w zawodach mieliśmy na nim treningi. Wiadomo, co nas czeka za zakrętem. Natomiast podczas rajdu nigdy nic nie wiadomo. Nie wiemy, czy za zakrętem nie ma, na przykład, dziury, czy leżącego na drodze kamienia.

Leszczyński Patryk
Fot. Leszczyński Patryk

Jakim samochodem jeździsz?

Jeżdżę Mitsubishi Pajero w klasyfikacji T2. Jest to klasyfikacja w obrębie której nie możemy zbyt dużo modyfikować w silniku samochodu. Opieramy wszystko na zawieszeniu, tak żeby było ono jak najlepiej przygotowane do danego odcinka.

Czy Mitsubishi jest twoim sponsorem?

Niestety nie. Grupa Mitsubishi nie jest zainteresowana sportem samochodowym jako takim. I nie chodzi o mnie, tylko o ich ogólne zasady. Dlatego jeżdżę własnym samochodem przy wsparciu firm Total, Carmont, BRM Chronohraphes, OtoMoto i Proftec. To dzięki nim stajemy na starcie!

Gdzie i kiedy odbędą się najbliższe zawody?

Od pierwszego do trzeciego maja mamy drugą rundę Mistrzostw FIA Strefy Europy Centralnej w Stalowej Woli, później planujemy parę dni treningu w Katarze, następny start to Baja Italia (Puchar Świata). W sumie w obecnym roku (2015 – przyp. red.) startuję w jedenastu imprezach.

Leszczyński Patryk 1
Fot. Leszczyński Patryk

A twój pilot to mężczyzna czy kobieta?

Teraz jest nim mężczyzna, ale zawsze mi się marzyło, aby stworzyć taki kobiecy team. Wcześniej jeździłam z kobietą-pilotką, jednak żeby zrobić taki typowo damski zespół, potrzeba także kobiety-mechanika, a mało jest pań, które są zafascynowane mechaniką samochodową. Dlatego teraz jeżdżę z mężczyzną, ponieważ na sprawach technicznych owszem, znam się i miałam dużo zajęć w warsztacie odnośnie mojego samochodu jednak czasami podczas rajdu potrzebuję pomocy.

PODKALICKA FOT DAWID WNUK
Fot. Dawid Wnuk

No właśnie, a co sama jesteś w stanie naprawić?

Umiem przede wszystkim rozpoznać, co się dzieje w samochodzie. Kiedy coś stuka, uderza, samochód traci moc. Wtedy wiem, co powinnam zrobić i jak zareagować. Podobnych sytuacji jest multum. Trzeba patrzeć przede wszystkim na wszystkie kontrolki: poziom oleju, ciśnienia, wody, turbiny, czy to wszystko funkcjonuje jak należy. Wiadomo, czasami jeździmy podczas rajdów w niesamowitych upałach, wtedy samochody czasami „wariują”, więc też trzeba wiedzieć, co robić w takich sytuacjach. Kwestie mechaniczne odgrywają bardzo ważną rolę, a ja nie mam ze sobą części na wymianę. Oprócz koła, które oczywiście jestem w stanie zmienić bez problemu i mam to przećwiczone do perfekcji. Ostatnio mieliśmy problem z bakiem. Trzeba było poodkręcać różne śrubki, napompować paliwa do odpowiedniego zbiornika to wszystko naprawdę wymagało siły i czasami, nawet jeśli się znamy na pewnych rzeczach, to ten facet jest przydatny. Myślę, że jest to także kwestia doświadczenia, umiejętności szybkiego reagowania. Czasami coś się dzieje z samochodem i stoimy. Zawsze na początku jest chwila paniki. Dzwonić, czy już zacząć coś samemu robić? Czasami i we mnie walczą dwie osobowości. W życiu codziennym nie podejmuję ryzyka i boję się go. Ciężko mnie wyprowadzić z równowagi i wszystko muszę mieć poukładane. Natomiast kiedy mam rajd, zakładam kask, wsiadam do samochodu i staję się zupełnie inną osobą. Jestem impulsywna, czasami ciężko jest nawiązać ze mną normalną rozmowę, ponieważ wytwarzam w sobie jakąś dziwną energię. Kiedy oglądam po rajdzie materiały z kamery zainstalowanej w samochodzie (żeby przeanalizować, co robiłam dobrze, a co źle), bywa, że nie mogę uwierzyć, iż to siebie widzę za kierownicą.

A jaką rolę pełni przy kierowcy rajdowym jego pilot? O czym decyduje on, a o czym ty?

Pilot musi mnie zmotywować. Bardzo tego potrzebuję. Oczywiście, dyktuje także trasę, musi się na tym skupiać, widzieć, co się dzieje. Powinien też czasami nadawać tempo, kiedy na przykład jadę zbyt szybko. Musimy się także wzajemnie lubić, a przede wszystkim muszę wierzyć w to, co on mówi, mieć do mojego pilota całkowite zaufanie.

Czy pilot wcześniej przejeżdża trasę i sprawdza, jakie są warunki?

Właśnie nie i dlatego Cross Country jest wyzwaniem dla pilotów. Tak zwaną Road Book (mapę trasy) piloci dostają tuż przed samym rajdem, więc nie mają możliwości wcześniejszego poznania trasy. Zwłaszcza że poszczególne odcinki bywają czasami bardzo długie, mogą mierzyć nawet i sto czy trzysta kilometrów. Nie jesteśmy w stanie zobaczyć, przejechać samochodem tej trasy ani tym bardziej jej przejść. Pilot dostaje tę książkę i musi przez całą długość danego odcinka dyktować mi, którędy jechać, a każdy jego błąd to stracone sekundy lub niepotrzebny wypadek… Bo różnie się może wydarzyć. Dlatego i u mnie, i u niego jest niesamowita koncentracja.

A jak sobie radzisz w trasie z potrzebami fizjologicznymi, takimi jak toaleta, picie, jedzenie…?

Nigdy przed trasą nie piję kawy, bo jest moczopędna. Natomiast jeśli chodzi o nawodnienie, są na to specjalne testy przed zawodami. Ile organizm jest w stanie wypocić i jakich witamin potrzebuje, a jakich nie. Dlatego mamy w naszych bidonach odpowiednie witaminy w płynnej postaci i pijemy je podczas drogi. Przy kombinezonie jest specjalny ustnik, dzięki któremu, kiedy chce mi się pić, to po prostu piję. Ale podczas rajdu zazwyczaj jest taka adrenalina i emocje, że nie czuje się żadnych potrzeb. Absolutnie nie mam z tym problemu. Chociaż na rajdach w Dakarze zdarzały się sytuacje, że ludzie jeździli w pampersach. To są długie odcinki, a organizm ma jednak swoje potrzeby.

Byłaś na Dakarze ?

Tak, dwa razy. Raz miałam wystartować jako pilot, w 2007 roku, i to był ten akurat rajd, który nie doszedł do skutku. To była dla mnie niesamowita tragedia, ponieważ zainwestowaliśmy duże pieniądze, a przygotowania trwały dwa lata. To był ostatni rajd, w którym start miał być w Lizbonie, a meta w Dakarze. Rajd przeniesiono w całości do Ameryki Południowej, więc koszta uczestnictwa znowu wzrosły, między innymi transport samochodu. Ten rajd teraz się zmienił, jest bardziej bezpieczny, przyjazny zawodnikom. W Afryce warunki były dramatyczne. Zdarzały się napady, było dużo przeróżnych sytuacji krytycznych. W Ameryce Południowej sytuacja wygląda inaczej, rajd zupełnie się zmienił. W drugim Dakarze uczestniczyłam jako obserwator, aby zobaczyć to wszystko od kuchni. Pojechałam tam z polskim teamem, wzięli mnie pod swoje skrzydła, żebym zobaczyła, jak to wszystko wygląda i jak się do tego przygotować, na co zwrócić uwagę.

Kto był wtedy w tym teamie?

Jechało wtedy piętnaście osób, m.in.: Rafał Sonik, Krzysztof Hołowczyc, Adam Małysz oraz nasi motocykliści.

Jaka jest rola takiego obserwatora, przemierzałaś też te odcinki?

Tak, miałam taką możliwość. Jeździliśmy też rajdowym samochodem, więc wyglądało to bardzo podobnie co w wypadku startujących. W momencie kiedy przejeżdżały jakieś samochody, my mogliśmy wjechać na odcinek i przemierzać tę drogę ich śladem. Po tym wyjeździe wiem już, w czym tkwi największy problem takiego rajdu – jest nim brak snu. Ludzie tam śpią po dwie, trzy godziny dziennie, po czym wsiadają do samochodu i znowu jadą dalej. W telewizji często pokazuje się to najładniejsze oblicze rajdu Dakar jeżdżą sponsorowane przez koncerny teamy, uczestnicy mają masażystów, po ukończeniu odcinka lecą do swoich hoteli i wszystko to wygląda naprawdę bardzo pięknie. Ale ten „ogon”, jak ja to nazywam (to ci, którzy nie mają takiego zaplecza finansowego), śpią w namiotach, sami muszą się żywić, nie mają masażystów, naprawiają samochody na własną rękę. Wygląda to naprawdę niesamowicie, jak ludzie wypadają z samochodu, po czym kładą się spać w kombinezonach, ktoś ich budzi, wsiadają i jadą dalej. I znowu przemierzają te pięćset do ośmiuset kilometrów, w zależności od odcinka.

Można ukończyć ten rajd bez bogatego sponsora?

Można, ale trzeba być niesamowicie silnym psychicznie. To jest walka z samym sobą, tylko i wyłącznie. Oczywiście, silnym trzeba być również mając zaplecze finansowe. Aby się nie poddać, nie powiedzieć za którymś razem: „mam to już gdzieś, poddaję się, nie jadę dalej”. Cały czas trzeba być wytrwałym, powiedzieć sobie: „mogę!”. Zawsze w połowie rajdu, jak wszyscy mówią, jest kryzys. Przychodzi zmęczenie, zniechęcenie… Już się nie chce wsiadać do samochodu, ma się dosyć tego upału… Jednak trzeba sobie powiedzieć: „Jestem zmęczony, ale jadę dalej”. To jest naprawdę bardzo trudne.

Kiedy jest następny Dakar?

Każdy Dakar zaczyna się 5 stycznia danego roku i trwa dwa tygodnie, ale wpisowe trzeba zapłacić do czerwca roku poprzedzającego. Zatem decyzję o uczestnictwie w rajdzie należy podjąć pół roku przed startem.

Jaka jest twoja decyzja?

Niestety, nie mam takiego budżetu, aby móc wystartować. Wiem, że w tym roku jest to kompletnie nierealne, ale bardzo się cieszę, że i tak zrobiłam duży krok naprzód. Pozyskałam sponsora jest nim firma Total, która sponsoruje wielu kierowców.

Oglądając czasami rajdy widzę, że zawodnicy są w specjalnych strojach. Jak wygląda takie ubranie? Raczej nie jest to przewiewna koszulka?

Niestety nie. To nie jest nic przewiewnego. Nie jest sympatycznie ubierać się w ten strój w wysokich temperaturach. Kiedy jest zimno jest OK, przynajmniej nie marzniemy. Dużo gorzej jest podczas upałów. Ale za to taki strój jest ognioodporny. Na szczęście nie sprawdzałam tego na sobie i mam nadzieję, że nie będę miała okazji, ale w takich ubraniach mamy około 60 sekund, aby się nie spalić i wyjść z samochodu bez poparzeń. Zatem, po kolei: są to bardzo grube kalesony, odpowiednie skarpetki, golf, który też nie należy do cienkich… Później na to wszystko zakładamy bardzo gruby wełniany kombinezon. Do tego na głowę „balaclava”, czyli kominiarka, a na nią kask. Wszystko ma odpowiednie homologacje i atesty, które są sprawdzane w badaniu technicznym.

Musicie sami sobie kupić taki strój, czy sponsor wam to zapewnia?

Każdy zawodnik sam musi o to zadbać, a to nie są tanie rzeczy. W dodatku starczają na około pięć lat, w zależności od homologacji, z jaką się je zakupi. I nieważne, czy na zewnątrz jest czterdzieści stopni (a w samochodzie czasami są temperatury po sześćdziesiąt stopni), każdy zawodnik musi na siebie założyć wszystkie te wymienione rzeczy. Dodajmy, że w samochodach nie ma klimatyzacji, ponieważ zabiera ona silnikowi niezbędną moc, a do tego, nawet jeżeli na zewnątrz jest bardzo gorąco, jedziemy z ogrzewaniem włączonym na maksa. Więc naprawdę jest BARDZO gorąco.

Podczas rajdu masz włączone ogrzewanie, na dworze ukrop, a ty w grubym ubraniu… Chyba musisz się czuć jak „ugotowana”?.

Tak! Lubię upały, ale wtedy jest naprawdę gorąco. W dodatku jeździmy z zamkniętymi oknami.

Czy kiedy jeździsz po Polsce prywatnie, włączasz klimatyzację?

Nie, w ogóle nie lubię klimatyzacji. Dla mnie może nie istnieć, czy w domu, czy w hotelu, gdziekolwiek jestem, to taki psychiczny nawyk. Nie jestem do tego przyzwyczajona, od razu łapie mnie ból gardła. Wydaje mi się, że to jest w naszej głowie, jesteśmy w stanie do wszystkiego się przyzwyczaić i nauczyć się żyć bez wszystkiego. Ale podczas rajdu w ciepłych klimatach upały dają w kość, szczególnie niekorzystnie wpływają na koncentrację. A ona jest jednym z najważniejszych elementów. Kiedy jesteśmy mocno skoncentrowani, możemy szybko jechać, popełniamy mniej błędów. Każde zmęczenie powoduje, że koncentracja siada, traci się precyzję.

Prowadzisz samochód w okularach?

Różnie, wszystko zależy od pogody. Mam w kasku przesłonkę, która, kiedy jest mocne słońce i nie mam okularów, osłania oczy, ale ciężko jest ją założyć w trakcie jazdy. Czasami muszę podjąć trudną decyzję – założyć tę przesłonkę czy nie?

Może w przyszłości to się zmieni, ale na razie mało jest kobiet-rajdowców. Rywalizujesz zatem z mężczyznami. Jak jesteś odbierana?

Bardzo różnie. Na początku nie było łatwo. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja na wyścigach, a inaczej na rajdach. Na wyścigach było tak, że wszyscy startowaliśmy w jednym czasie, czyli na przykład około trzydziestu samochodów jednocześnie. Zapala się zielone światło i ruszamy, kolejność w rzędzie startowym zależy od treningów. Potem jest piętnaście minut jazdy na czas. W wyścigach jest to walka, blacha w blachę, obijanie się. Bój o każdy milimetr toru, gdzieś ktoś zostawi jakąś przestrzeń, to wiadomo, że każdy próbuje się w nią zmieścić. I tutaj miałam sporo sytuacji, kiedy dostawałam dużo tak zwanych strzałów, czyli uderzeń od różnych osób. Najczęściej od mężczyzn. Zawsze jeździłam między dziesiątym a czwartym miejscem, czasami nawet w pierwszej trójce. I wtedy zdarzały się wspomniane sytuacje. Na przykład – walczyłam z chłopakiem, którego wyprzedziłam, on jechał cały czas za mną, później on mnie wyprzedził, znowu ja jego i w którymś momencie nie wytrzymał i uderzył mnie w tylny narożnik. Wtedy ja z prędkością około stu trzydziestu kilometrów na godzinę uderzyłam czołowo w bandę. Samochód do kasacji, ja – kołnierz ortopedyczny…

Czy takie zachowania są karalne?

Oczywiście, zabrali mu licencję, więc poniósł konsekwencje, ale ja mimo wszystko większe niż on. Podeszłam do niego, zapytałam się, dlaczego to zrobił, czy to miało w ogóle sens? Powiedział, że bardzo mnie lubi, ale nie jest w stanie przeżyć, kiedy kobieta go wyprzedza, i to było silniejsze od niego. Później miałam jeszcze kilka takich sytuacji i to mnie zniechęciło do wyścigów na torze. Pomyślałam wtedy o rajdach Cross Country i wsparł mnie w tym mój tata. Dostałam propozycję uczestnictwa w Mistrzostwach Polski w teamie razem z Krzyśkiem Hołowczycem. Nie musiałam szukać na to sponsorów, wydawać na samochód. Mogłam wystąpić w rajdzie i to mi nawet nie kolidowało z wyścigami, więc postanowiłam spróbować. Poszło mi nieźle, w swojej klasyfikacji zajęłam drugie miejsce. I złapałam rajdowego bakcyla…

A co robisz między rajdami?

Kiedy kończy mi się sezon – przeważnie w listopadzie jest ostatni rajd – do kwietnia mam tylko treningi. I ten czas jest rajdowo martwym sezonem, ale też bardzo ważnym okresem, jeśli chodzi o pozyskiwanie sponsorów. Zwłaszcza że szefowie firm zazwyczaj podejmują decyzje o sponsorowaniu do końca marca.

Jakie firmy mogą cię sponsorować?

Każda firma. Od marek kosmetycznych, paliwowych czy olejowych po producentów zegarków. Na dobrą sprawę każdy produkt można połączyć z rajdami, z szybkością, z precyzją, dynamiką…

Ile kobiet tak jak ty jeździ w rajdach?

W rajdach Cross Country jeżdżą jeszcze dwie kobiety. Zatem jest nas niewiele.

PODKALICKA FOT DAWID WNUK3
Fot. Dawid Wnuk

A twoje życie prywatne?

Jestem szczęśliwą mężatką. Dwa lata temu wzięłam ślub i cieszę się, że mam takiego a nie innego męża, ponieważ to, co robię wymaga częstych rozstań. Ale w naszym przypadku jest o tyle fajne, że mąż jest bardzo w to zaangażowany. Nie jest moim menadżerem i nie bylibyśmy w stanie pracować razem, bo chyba byśmy się pozabijali. Ale jest obecny na zawodach, chociaż zawsze w cieniu, podobnie jak mój tata. Wieczorami, kiedy idziemy do hotelu i wszystko wraca do normy, jestem przeszczęśliwa, że on zawsze ze mną jest. Nie wyobrażam sobie, że pojechałabym na rajdy czy treningi, a jego by tam zabrakło. To już jest dla mnie normalne, że jedziemy wspólnie na zawody. Mój mąż zna się dobrze na mechanice, dużo rzeczy mi podpowiada i to też mnie ogromnie cieszy. Czasami ciężko się odnaleźć w tym sporcie, więc jeżeli ktoś nie ma takiej osoby, która go na początku wspiera, to z pewnością jest mu ciężej… Mój mąż też był kierowcą wyścigowym i poznaliśmy się na torze. On startował i ja startowałam… I tak się wszystko zaczęło. Jesteśmy ze sobą już osiem lat i to jest fajne, że łączy nas wspólna pasja, chociaż mąż już nie jeździ w zawodach.

Planujecie dziecko?

Na razie nie. Mam dwadzieścia dziewięć lat, ale jeszcze nie mam takiej potrzeby. Mój mąż już tak, jest ode mnie starszy o dziewięć lat i często wraca do myśli o wspólnym dziecku. Ale ja nie widzę siebie jeszcze w roli matki, zwłaszcza że decydując się na macierzyństwo, musiałabym mieć dwuletnią przerwę w rajdach. Chciałbym na razie zrealizować przede wszystkim swoje marzenia, chociaż jest to może samolubne. Póki co kompletnie nie myślę o dziecku, zobaczymy, co będzie dalej.

Wracając jeszcze do stroju rajdowca – w jakich butach jeździsz samochodem?

Są to specjalne buty, które powinny mieć jak najcieńszą podeszwę, kostka musi być usztywniona. Czym lepszy but, tym ma cieńszą podeszwę. Trochę przypominają baletki, bo lekko się wyginają. Podeszwa jest gumowa, żeby mieć dobrą styczność z pedałem. Obuwie również jest homologowane i specjalne. Na co dzień też poruszam się w wygodnym obuwiu, w ogóle nie umiem jeździć w szpilkach, chociaż próbowałam wielokrotnie i wiem, że wiele pań to potrafi. Oczywiście, można jeździć nawet na szczudłach. Jak się ktoś nauczy, to nie jest to problem, tyle że jest inny czas reakcji… Po to właśnie kierowcy wyścigowi i rajdowi mają tak cienkie podeszwy, żeby czuć pedały, by czas reakcji był jak najszybszy. Kiedyś zrobiłam taką próbę do telewizji. Jeździłam po torze właśnie w szpilkach i sama byłam w szoku, że aż tak wolno, że tak słaby czas miałam w takim obuwiu. To jest naprawdę kolosalna różnica.

Przyjechałaś na spotkanie ze mną samochodem rajdowym?

Nie, samochód rajdowy jest chroniony, wyjeżdża tylko i wyłącznie na odcinki rajdu, między którymi jest przemieszczany lawetą. Czyli tak na dobrą sprawę nie ma możliwości jazdy nim gdziekolwiek indziej.

Najważniejsze dla ciebie w życiu to rodzina i pasja?

Zdecydowanie tak i na to stawiam.

PODKALICKA FOT DAWID WNUK2
Fot. Dawid Wnuk

A jakie masz marzenie?

Jeżeli chodzi o marzenia zawodowe, to chciałabym oczywiście wziąć udział w rajdzie Dakar, ale wiem, że na razie on jest dla mnie odległy i potrzebuję bardzo dużego budżetu, aby to marzenie zrealizować.

Jaka kwota jest potrzebna?

Około półtora miliona złotych. Kolejnym moim marzeniem jest start w Pucharze Świata, ale w całym cyklu, nie w jednej wybranej imprezie.

A jeżeli sponsorowałby cię jakiś szejk, to w jakich barwach byś jeździła, jego czy polskich? Jak to w ogóle wygląda?

Kiedy dostaję propozycję sponsoringu, oczywiście dostosowuję się do potrzeb sponsora. Jeżeli sponsor np. chciałby, abym jeździła w barwach Abu Dabi, jak najbardziej mogę w nich jeździć, z licencją polską, czyli kraju, w którym ją zrobiłam. To nie jest problem, problemem jest, aby znaleźć takiego szejka. Lub firmę, która takim budżetem dysponuje.

Czym się zajmiesz poza rajdami? Co zamierzasz robić po zakończeniu kariery sportowej?

Tak na dobrą sprawę to najwięcej szczęścia w życiu zawodowym dają mi rajdy. Ale ostatnio bardzo dużo pracuję w telewizji, mam program w TVP 2. Pracuję również dla Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. Robimy także program motoryzacyjny, więc myślałam właśnie o jakieś branży reporterskiej związanej z motoryzacją.

Ale masz program tylko wtedy, kiedy nie masz rajdów?

Tak. Kiedy zaczną mi się rajdy, program pójdzie na dalszy tor. Jestem też instruktorem doskonalenia jazdy. Uczę teraz dzieci jazdy kartingami.

Czyli, ogólnie rzecz biorąc, jesteś kobietą zajętą.

Jestem kobietą zajętą. Teraz wyjechałam na kilka dni i znowu mi się parę rzeczy uzbierało.

Jak najbardziej lubisz spędzać urlop?

Uwielbiam podróże, a moja praca, a mogę tak nazwać rajdy, też się wiąże z wiecznymi wyjazdami i życiem na walizkach. Ale sprawia mi to przyjemność. Nie jestem typem, który lubi siedzieć w domu bezczynnie i nic nie robić. Jeżeli jest tylko jakaś możliwość, to wsiadamy z mężem w samochód i jedziemy do Szczecina do moich rodziców. Albo na jeden dzień na Mazury. Czasami łowię ryby, jeżdżę na rowerze, konno, nurkuję z butlą…

Czyli zawsze w ruchu… A takie „babskie cechy”? Czy wzruszasz się, na przykład, na „Przeminęło w wiatrem”?

Często się wzruszam, na „Przeminęło z wiatrem” też. Ogólnie jestem osobą bardzo wrażliwą.

W trakcie rajdu towarzyszą ci czasami łzy?

Łzy złości. Na przykład, kiedy miałam nową kierownicę i wystartowałam w Mistrzostwach Polski. Byłam cały czas pierwsza, ale czułam, że ta kierownica podczas przejeżdżania odcinka zaczyna mi się odkręcać. Zapytałam pilota, ile zostało nam do ukończenia rajdu. On mówi, że dwa kilometry ze stu pięćdziesięciu, postanowiłam spróbować i jechać dalej. Był to ostatni zakręt, prosta droga, więc przytrzymywałam sobie tę kierownicę aż… Została mi w rękach i na zakręcie w lewo wjechałam w drzewa. Wtedy popłakałam się ze złości. Było kilka podobnych sytuacji…

Czy uroda pomaga, czy przeszkadza?

Wydaje mi się, że nie ma to znaczenia, choć na początku pewne rzeczy trzeba sobie „wywalczyć”. Na przykład podczas pierwszych zawodów na Węgrzech czułam, że traktowano mnie nieco protekcjonalnie, jak dziewczynkę, która nie wiadomo co tam robi i pewnie przyjechała się lansować. Ale ja już pierwszego dnia wygrałam prolog i wszystko się odmieniło.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ