Mariola Rutschka

0
729

Jolanta Popiołek: Dlaczego wybrałaś flet?

Mariola Rutschka: Pewnego dnia koleżanka zabrała mnie ze sobą do szkoły muzycznej I stopnia w Gdańsku, gdzie uczyła się gry na kontrabasie. Tam po raz pierwszy usłyszałam przypadkowo brzmienie fletu na żywo. Dziewczyna na nim grająca zapytała, czy chcę spróbować (pewnie poczuła wielką fascynację w moich oczach). Ku mojemu zdziwieniu (i nie tylko) natychmiast uzyskałam ten wyjątkowy ton! To brzmienie i bliskość tego instrumentu zadecydowały o tym, że do dziś codziennie mi towarzyszy.

To wielka trudność, żeby z instrumentu dętego, jakim jest flet, wydobyć piękny dźwięk, ludzie się tego uczą i uczą! Jak ta nauka wyglądała u Ciebie?

Naukę na flecie rozpoczęłam u wspaniałej nauczycielki Marii Wilskiej-Nikiforos. Dzięki niej pokochałam ten instument na całe życie. Maria mieszka dziś w Londynie i wiąże nas wielka przyjaźń. Po opuszczeniu ojczyzny w 1988 roku studiowałam w Wyższej Szkole Muzycznej i Teatralnej w Hamburgu u prof. Ingrid Koch-Dörnbrak. Podobnie jak Marysia była cudownym pedagogiem.

Skończyłaś szkołę muzyczną w Polsce, wyjechałaś do Hamburga. Karierę rozpoczęłaś w 1988 roku u boku profesor Koch-Dörnbrak. Gdzie najwięcej dowiedziałaś się o grze na flecie?

Z profesor Koch-Dörnbrak jestem w stałym kontakcie. To bardzo bliska memu sercu osoba. Dopiero tutaj w Niemczech dowiedziałam się szczegółowo, jak można nauczać gry na tym instrumencie. Zgłębianie nauki zajęło mi 4 lata studiów. Dociekałam każdego drobiazgu, nie zdając sobie sprawy, jak rozległa i potężna jest ta wiedza. Tutaj niektóre dzieci zaczynają grać na flecie poprzecznym już od 7. roku życia. W ich nauczaniu używam specjalnych fletów „koge” dla małych dzieci. Przedział wiekowy moich uczniów to 7-26 lat. I to jest fascynujące.

Skąd się to wzięło, że temat „metodyka nauczania na instrumencie” tak Cię pochłonął? 

Może stąd, że jako młoda dziewczyna wiele razy musiałam nasłuchać się bzdur. Ćwiczyłam wówczas bardzo dużo, od 6-8 godzin dziennie. Pewne rzeczy mi nie wychodziły (nie wiedziałam dlaczego) i zamiast porady, wskazówek słyszałam tylko: „za mało ćwiczysz” albo: „to może zajmiesz się czymś innym, jest tyle pięknych zawodów: fryzjerka, kelnerka”. Wtedy wybiegałam ze szlochem z klasy. Takie były wówczas sposoby „nauczania”… Może dlatego pochłonął mnie ten zawód.

Pewnie na stare lata wydam książkę w języku polskim na ten temat, bo jeszcze do dziś ta metodyka i pedagogika instrumentalna kuleje.

Nauczanie to Twoja wielka pasja. Jesteś prawie 20 lat pedagogiem w Państwowej Szkole Muzycznej w Hamburgu, jeździsz regularnie na konkursy, koncerty i nawet kiedy jest niedziela i masz gościa w domu, wyjątkowego gościa z Polski – Twoją siostrę Krystynę, też pracujesz. Masz wybitne osiągnięcia, powiedz, ilu miałaś w swoim szczytowym osiągnięciu uczniów?

(Śmiech) Och, tak średnio 60 uczniów w tygodniu. I to nie są grupy.

Nie uważasz, że jest to uzależnienie od pracy? Ponadto wiadomo, że osoby przychodzą do Ciebie, bo chcą, bo Cię wybrali, a nie zostali przez kogoś przydzieleni?

(Śmiech) Istnieje coś takiego jak miłość do nauczania. Tutaj nie ma przydziałów. Może uczyć się każdy. I to jest dla mnie ogromne wyzwanie i niesamowita życiowa przygoda. Większość uczniów pozostaje przy mnie latami. Z niektórymi moimi studentami bardzo się przyjaźnię. Myślę, że niedługo będę musiała zrobić zjazd moich uczniów weteranów!

Czy oprócz tego nauczania na maksymalnych obrotach udaje Ci się słuchać muzyki dla przyjemności? Czy masz jeszcze na to czas i jaka to jest muzyka?

(Śmiech) Na to mam zawsze czas, dzisiaj jest to przede wszystkim muzyka poważna, szczególnie Bach. I to po tylu latach słuchania i umiłowania jazzu i wręcz niechęci do muzyki klasycznej. Muzykę klasyczną lubiłam tylko tę, którą grałam ja lub na gitarze klasycznej moja siostra (śmiech). Tak naprawdę zawsze chciałam studiować jazz, ale było to w czasach mojej młodości niemożliwe – dziewczyna na flecie i jazz. Jak mój profesor się dowiedział o koncercie i moim improwizowaniu, to powiedział: „jak będziesz grała tę muzykę, to zepsujesz sobie ton i ja sobie tego nie życzę”. Takie były czasy! Dzisiaj jest wszystko inaczej. Okoliczności się zmieniły na lepsze i wygodniejsze dla młodych muzyków chcących osiągnąć sukces.

Poprzez nauczanie i prowadzenie hamburskiego kwintetu dętego Hilaris Ensemble odkrywam inną treść muzyki klasycznej. Jako dyrygent słucham i analizuję inaczej aniżeli muzyk.

Jako osoba wielowątkowa prowadzisz portal internetowy „Kulturograf.de”, jesteś animatorką życia kulturalnego w Hamburgu. Otaczasz pieczą swoje zespoły, intensywnie nauczasz, koncertujesz, organizujesz konkursy muzyczne, eventy, workshopy. Jesteś bardzo zaangażowana w konkursach. To niesamowite.

A teraz po raz trzeci z kolei organizuję Konkurs Muzyki Polskiej „pod skrzydłami” Związku Dziennikarzy Polskich w Niemczech w ramach tzw. Deutsch-Polnische-Begegnung Hamburg, czyli Spotkania Polsko-Niemieckiego Hamburg. Impreza odbędzie się 5 września tego roku.

Poza tym profesor Hubert Rutkowski z Wyższej Szkoły Muzycznej w Hamburgu zaangażował mnie do całkowitej organizacji drugiego Niemieckiego Konkursu Pianistycznego Muzyki Polskiej dla studentów i młodzieży z północnych Niemiec, który odbył się w dniach od 1 do 7 lipca w tym roku. To wielkie przedsięwzięcie odbywa się co dwa lata.

O czym marzysz?

W tej chwili o spokoju i o tym, by mieć więcej czasu na życie prywatne. Cieszę się już na wspólny urlop z mężem.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ