Mirosław Czyżykiewicz

0
3198

„Urządzić po swojemu fragment świata” – rozmowa z Anną i Mirosławem Czyżykiewicz

 

O swoich zwykłych i niezwykłych dniach, czy łatwo jest żyć ze znanym w całej Polsce bardem i kto w artystycznym małżeństwie jest głównym artystą, a kto czyim natchnieniem oraz o tym, co jest w ich życiu najważniejsze – opowiadają Anna i Mirosław Czyżykiewicz.

fot. greg klukowski

Jak wygląda zwykły dzień tak niezwykłych ludzi?

 

Anna Czyżykiewicz: Mirek codziennie mi gra na gitarze. Czasami od południa do nocy. Bardzo często u nas w domu rozbrzmiewa gitarowa wersja „Ave”. Dzięki Bogu, mamy ogromnie wyrozumiałych sąsiadów. Przez ścianę z jednej strony mieszka psychiatra, a z drugiej lotnik. Tylko sąsiad z dołu czasem nie wytrzymuje… A zwykły dzień wygląda tak: wstaję i szykuję śniadanie dla syna i kotów (mamy trzy). W zależności od tego, czy pracowałam w nocy, czy nie albo jeszcze się kładę obok Mirka albo zaczynam pracę. Kiedy Mirek się budzi jemy wspólnie śniadanie (obowiązkowo przy wiadomościach), pijemy kawę (którą Mirek robi) i każde rusza do swoich zajęć. Mirek najczęściej do gitary i tekstów do spektakli, a ja do pracy managera, do rachunków i tym podobnych przyziemnych spraw. W międzyczasie obgadujemy jeszcze tysiące spraw zawodowych i prywatnych – czasami nie wiadomo, które są które. Następnie robię (lub robimy) obiad. Thibault wraca ze szkoły i znów wszyscy rozchodzą się do swoich zajęć: Mirek – gitara lub tomiki poetyckie, Thibault lekcje, ja pranie i sprzątanie. Wieczory panowie spędzają przed swoimi ulubionymi ekranami – razem lub oddzielnie, a ja w wannie z książką lub pędzlem, malując na płótnie lub desce. Ale takich zwykłych dni jest stanowczo za mało. Zazwyczaj gnamy nieustannie po Polsce. W każdym dniu jest to czas przed koncertem, po koncercie, przed nagraniem, przed plenerem i przed kolejnym projektem… Taka adrenalina od rana do wieczora. Nie ma miejsca na nudę.

 

Czy życie z największym bardem w Polsce jest usłane różami?

 

A.C.: A czy życie w ogóle jest usłane różami? Nikt nie obiecywał, że będzie prosto, łatwo i pachnąco. Życie z Mirkiem czasem jest wyściełane płatkami, a czasem samymi kolcami. W niektórych momentach kręci się w głowie od pozytywnych doznań, a w innych płyną strumieniami krew i łzy. Róża jest piękna, ale kłuje. Ciężko jest być bardem w dzisiejszych czasach. Rozterki Mirka – czy to jeszcze jest komuś potrzebne, czy jeszcze coś ważnego stworzy, czy ta praca da nam przysłowiowy chleb – przekładają się oczywiście na nasze życie prywatne. Z drugiej strony jestem świadkiem, jak nikt inny, narodzin niezwykłych i wspaniałych dzieł Mirka. Za każdym razem głęboko to przeżywam. Wierzę całym sercem w to, co robi. Kocham to i jestem w całości temu oddana. Mirek jest artystą „pełną gębą” i całym sercem. Tak wielka wrażliwość i geniusz kosztują, czasem i zdrowie psychiczne. Są demony, ale to nasza walka.

fot. Fotoflesz Ruciane-Nida 3

Co was łączy, a co dzieli?

 

A.C.: Łączy nas przede wszystkim miłość. Oczywiście także praca i czasami ciężko odróżnić, co jest już prywatą, a co jeszcze sferą zawodową. Łączy nas także światopogląd, polityka i sztuka we wszystkich jej formach. Mamy podobny gust, podobną wrażliwość wobec ludzi i świata. Te same rzeczy nas śmieszą i takie same denerwują. Dzielą pewne priorytety, sposób wychowania dzieci, używki i telewizor. Mirek zbyt często zagląda w przeszłość, a ja wolę teraźniejszość i przyszłość. Więcej rzeczy nas łączy, ale te, które dzielą, przewijają się jak bumerang. No i są jeszcze takie zupełnie nieszkodliwe drobiazgi… Jak to na przykład to, że Mirek woli jeść w domu, a ja w knajpie, on wybiera mięso, ja zupę, on woli poezję – ja prozę.

 

O czym myślisz codziennie?

 

A.C.: Rano myślę o tym, co powinnam zrobić, w jakiej kolejności i jak zdążyć do wieczora. Po południu (kiedy syn wraca ze szkoły) – co zrobić, by moje dziecko miało dobre, szczęśliwe dzieciństwo i jak radzić sobie z buntem nastolatka.

Wieczorem myślę o malowaniu, o moich pasjach, o tym, co tworzę sama od początku do końca. Nocą zaś marzę – o domku z ogródkiem, o swojej i Mirka pracowni.

fot. Fotoflesz Ruciane-Nida 2

Jakim człowiekiem jest Mirosław?

 

A.C.: Jest charyzmatyczny do bólu. Jest zarówno taki, jakim kobiety sobie go wyobrażają, gdy śpiewa „Ave”, jaki i zupełnie zwykłym mężczyzną z typowymi zaletami i wadami. Przede wszystkim to dobry i przyzwoity człowiek. Zaskakuje mnie, że zawsze pamięta o naszych małych świętach. Jest bardzo dyskretny. Jest też prawdziwym przyjacielem i świetnym kochankiem. Ma również swoje święte przyzwyczajenia, których trzeba przestrzegać. Z natury jest łagodny i ugodowy, chyba że przychodzą demony. Jest także egocentrykiem, ale bez tego przecież nie wyszedłby na scenę – to jest nieodłączna wada, a czasem zaleta każdego prawdziwego artysty.

 

Kim jest dla ciebie? Autorytetem? A może natchnieniem? Bo przecież sama jesteś artystką…

 

A.C.: Przede wszystkim podziwiam go. Najbardziej lubię, jak rysuje lub maluje. Uwielbiam wtedy patrzeć na niego. Ten dar od Boga jest niesamowity. Z taką szybkością, wyobraźnią i biegłością rysuje, że dech zapiera. Jak w jednym człowieku skumulowało się tyle talentów? Jego wybory artystyczne są zawsze słuszne. Jest od początku do końca prawdziwy w tym, co robi. Jest dla mnie może nie muzą, tylko muzem. Lubię go malować i fotografować. Ma piękną, niepokojącą i niezwykle męską urodę. Niestety, gdy w domu jest dwoje artystów, to zazwyczaj kobieta odpuszcza. Główny artysta jest jeden i u nas jest nim właśnie Mirek. Choć to mnie wcale nie zniechęca do spełniania się w moich trochę mniejszych (lub po prostu innych) dziełach. Często proszę Mirka o radę czy komentarz. Bywa i budujący, i okrutny… Czasami ma rację.

fot. Fotoflesz Ruciane-Nida 1

Mirku, a kim dla ciebie jest Ania?

 

Mirosław Czyżykiewicz: Ania to „skarb”. Przyjaciel na dobre i złe. Kochaniem moim, z wszystkimi tego kochania na przestrzeni lat blaskami i cieniami. To kobieta mądra i piękna, ciągle dla mnie niezwykła i tajemnicza. Jej codzienne oddanie się wszelkim sprawom, cierpliwość i pracowitość budzą we mnie niezmiennie podziw dla niej. Jest troskliwą, ale i wymagającą matką dla Thibault, czułą opiekunką ogniska domowego oraz całej zawodowej sfery naszego życia .Także świetną partnerką do rozmów, niejednokrotnie pocieszycielką. Uwielbiamy też wspólnie „grzeszyć”.

 

Co cię skłoniło do sięgnięcia po Iwaszkiewicza?

 

M.C.: Już na wstępie przekonała mnie do tego muzyka Adama Opatowicza, no i przede wszystkim jakość i siła wierszy Mistrza.

 

Czy polska publiczność jest przygotowana na doznania, jakich można się spodziewać po tej płycie?

 

M.C.: Myślę, że każdy, kto ma potrzebę konfrontacji własnych odczuć i myśli – tych prawdziwie dotkliwych, głębokich, nieraz dotyczących spraw ostatecznych – znajdzie w „Muzyce wieczorem” dobrego partnera. Służyć ma temu właśnie specyficzna muzyka, która wraz z moim głosem nasyca dynamicznie treści iwaszkiewiczowskich fenomenalnych wierszy. Podstawowym moim doznaniem po lekturze tej płyty jest niemałe wcale wzruszenie, czego i jej odbiorcom z całego serca życzę.

 

Ile trwały przygotowania do tej płyty?

 

M.C.: Od pierwszego mojego przesłuchania utworów – zresztą w wykonaniu Adama Opatowicza przy fortepianie – były to cztery lata. A sam Adam, jak ostatnio przyznał, trzymał je „w szufladzie” trzydzieści lat.

 

Aniu, czy w trakcie tworzenia czegoś nowego Mirosław ma czas dla rodziny, dla ciebie? Czy wtedy jest dla was miejsce?

 

A.C.: Wtedy najczęściej się wyłącza, a ja staram się go odciążyć od wszelkich spraw przyziemnych. Jest na sto procent w swoim świecie. Dzięki Bogu dzieli się nim z nami. Potrafi tańczyć w domu, każe nam zakładać słuchawki i słuchać. To ważne dla Mirka, czy nam się podoba, czy nie. Można więc powiedzieć, że to miejsce jest. Trochę inne niż w zwykłych domach, ale jest.

fot. Fotoflesz Ruciane-Nida 4

Mirku, a jak ty opiszesz wasz zwykły dzień?

 

M.C.: O ile nie jesteśmy w trasie na koncertach, to żonka pozwala mi spać do woli. Ale każdy dzień ma swój stały rytm. Rano Ania wstaje pierwsza i odprawia do szkoły Thibault. Potem sobie jeszcze co nieco dosypiamy, a jeszcze trochę później robimy sobie – w zależności od uprzejmości – jedno drugiemu śniadanie do łóżka i jemy je, słuchając informacji ze świata w TV, przejmując się często nie na żarty. Potem rytualnie – wspólnie papieros i kawa, po czym każde z nas wsiąka w swoje zajęcia. Aneczka idzie do swojego biura, którym jest pokój Thibault i gdzie ma swój komputer, a ja, w zależności od pory roku, pracuję w drugim pokoju lub na balkonie. Obiad najczęściej robi Ania, mnie się jednak też zdarza. Jadamy dość późno, po powrocie Thibault ze szkoły i staramy się jak najczęściej robić to wspólnie. Wieczorem ja staję się TV-maniakiem. W tym czasie Thibault najczęściej z Anią odrabiają lekcję i o dziesiątej on kładzie się spać. My zasypiamy zazwyczaj około północy. Ale czasem Ania siedzi i maluje długo w noc albo ja – kiedy komponuję lub aranżuję – potrafię pracować do świtu. Dbamy o siebie w takich chwilach domowego przepracowania. Co innego dzień koncertu, kiedy obowiązuje inna dyscyplina. Wszystko musi być na czas: wyjazd, podróż – nieraz długa, potem próba mikrofonowa i wreszcie na koniec recital, po czym podpisywanie płyt. Ania wtedy staje się kierowcą, managerem, realizatorem dźwięku i księgową w jednej osobie.

 

Jak lubicie spędzać wspólny czas wolny?

 

A.C.: Ja w ogóle nie pojmuję, co to jest „czas wolny”? Czas, gdy nie pracuję poświęcam na swoje pasje, na mojego syna, na zaległe porządki lub zakupy. Czasem wspólnie zagramy w jakąś grę, panowie obejrzą mecz, idziemy do knajpki na obiad, jedziemy do dziadków – jak wszyscy ludzie.

 

M.C.: Przed telewizorem w wielkim łóżku, które zajmuje trzy czwarte pokoju albo na nieczęstym, ale za to romantycznym spacerze. Ania uwielbia czytać grube książki w wannie i malować. Thibault pochłaniają gry komputerowe i symulacje. Ania kategorycznie limituje mu czas na te fascynacje. Na szczęście Thibault także czyta książki.

 

Co jest dla was najważniejsze w życiu?

 

M.C.: Rodzina. Garstka wiernych Przyjaciół. Zdrowie.

 

A.C.: Szczęście. Rodzina. Zdrowie. Pogoda ducha. Choć, jeśli się ma to pierwsze, całą resztę ma się także… Życie to wieczne koło fortuny. Raz nad, raz pod. Nie da się w sposób ciągły mieć szczęścia, a jak już jest, to oby trwało jak najdłużej.

 

M.C.: Najważniejsze w życiu to: „znaleźć człowieka, swoją przystań, urządzić po swojemu fragment świata, zbratać się z nim – tak czyń! I nie żałować serca, słowa dobrego, mądrego słowa, po drogach wędrować, zrobić co tylko się da, aż się dopełni czas”.

 


 

Plany koncertowe Mirosława Czyżykiewicza

 

20 maja: Teatr Polski w Szczecinie, „Muzyka wieczorem”

22 maja: Grota Sztuki w Gorzowie Wielkopolskim, „Muzyka wieczorem”

31 maja: Centrum Kultury Praga w Warszawie, VII Festiwal im. Jonasza Kofty „Moja wolności”

21 czerwca: Centrum Kultury w Lublinie, „Muzyka wieczorem”

22 czerwica: Centrum Kultury w Lublinie, „Konie Narowiste”

2 lipca, Kraków, „Konie Narowiste”

7 lipca, Kraków, „Biała lokomotywa”

18 lipca, Piła, „Mirek Czyżykiewicz Solo”

20, 21, 22 sierpnia, Teatr Atelier w Sopcie, „Muzyka wieczorem”

25, 26, 27 września, Teatr Polski w Szczecinie, „Rosyjska Noc”

Pełną listę potwierdzonych występów można znaleźć na: www.czyzykiewicz.com

 

Katarzyna Czajka

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułKrzysztof Rapsa
Następny artykułIlona Felicjańska

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here