Nic się nie dzieje bez przyczyny

0
619

Rozmowa z Magdaleną Woźniak

– Właściwe delegowanie kompetencji polega na dopasowaniu zakresu obowiązków do predyspozycji, a zarazem do pasji, jaka drzemie w sercu. Kto lubi to, co robi, nie przepracuje ani jednego dnia, jak powiedział Konfucjusz. Dlatego otworzyłam własne studio aranżacji wnętrz i zaczęłam angażować się w świat sztuki – mówi Magdalena Woźniak, właścicielka portalu sztuki Art Imperium.

Czy z domu wyniosłaś wzorce, które doprowadziły cię do zajmowania się sztuką?

W rodzinnym domu nie miałam w tej kwestii dobrych wzorców. Rodzice często chodzili do operetki, ale ze sztuką byli na bakier, tak jak i moje starsze siostry, które interesowały się przede wszystkim sportem. Obrazki z dzieciństwa, które pamiętam, to tandetna reprodukcja martwej natury w salonie i malowane talerze z Włocławka powieszone w kuchni. Jedyny obraz olejny, który mama dostała w prezencie od autora, wisiał u mnie w pokoju… W tamtych czasach jedną z popularnych pasji było kolekcjonowanie przeróżnych rzeczy: pocztówek (dzięki nim poznałam, m.in., cudowne portrety dzieci Wyspiańskiego) znaczków pocztowych (w tym z obrazami Matejki) i rysunki satyryczne wycinane z różnych gazet. Moja mamusia jest skarbem, który szczególnie w czasach PRL-u był bezcenny. Robiła na drutach, szydełku i szyła, zatem od dziecka projektowałam sobie ubrania oraz dodatki do nich, pobudzając kreatywne myślenie.

Jak to się stało, że zainteresowała cię sztuka?

Moja przygoda ze sztuką i kulturą weszła na wyższy poziom emocjonalny, kiedy miałam kilkanaście lat. W gronie przyjaciół wspólnie czytaliśmy książki, m.in. biografie artystów, oglądaliśmy filmy, przeglądaliśmy albumy, słuchaliśmy muzyki, tworząc kameralną grupę dyskusyjną. Wtedy uwiódł mnie surrealizm Dalego i impresjonizm Moneta… Dzięki „Fantastyce” rozkochałam się także w Siudmaku. Wtedy też rozpoczęła się moja przygoda z aranżacją wnętrz. Choć w tamtym czasie tak bym tego nie nazwała – to jednak mój pokój systematycznie zmieniał oblicze. Kiedyś zdobyłam czarną tkaninę, którą zawiesiłam na oknie, tworząc bufiasty lambrekin i dwa bryty zwisające po bokach. Całość udekorowałam ususzonymi czerwonymi różami. Aby był jeszcze jakiś punkt odniesienia, obiłam tym materiałem również drzwi… Miewałam różne pomysły, które niekoniecznie znajdowały zrozumienie u moich bliskich (śmiech).

Jaka była twoja droga zawodowa? Jak szybko zaczęła się ona wiązać ze sztuką?

Przez wiele lat moja miłość do sztuki ograniczała się do czytania i oglądania – zwiedzania galerii i muzeów, a życie zawodowe skupiało się na kolejnych korporacjach, gdzie trudno było znaleźć amatorów sztuk wizualnych. W jednej firmie pracowałam nie dłużej niż dwa, trzy lata – dopóty, dopóki mogłam się rozwijać lub aspirować do awansu. Gdy napotykałam opór, szukałam lepszej pracy, dającej nowe wyzwania i możliwości. I tak doszłam, w pewnym sensie, na szczyt. Często dążymy do czegoś, a jak to osiągamy, to zastanawiamy się – po co? Niestety praca w korporacjach była dla mnie wypalająca. Szczególnie, że jako młoda, ambitna i do tego atrakcyjna dziewczyna wylądowałam w gronie „starych wyjadaczy”, dla których praca to nie był projekt do zrealizowania tylko walka o przetrwanie. Kosztowało mnie to wiele zdrowia i cały stres rekompensowałam sobie w chwilach wolnych – weekend w Krakowie, Londynie, Paryżu… Rejs tu, rejs tam… Jednak te wszystkie przyjemności nie były w stanie zaprowadzić harmonii w moim życiu. Odchodząc z korporacji nie byłam w dobrej formie. Wierząc w siebie, jednocześnie mocno zwątpiłam w ludzi – w ich pozytywne intencje, w dobro…

Nigdy nie widziałam cię w złym humorze, zawsze jesteś uśmiechnięta. Jak to robisz?

Pozytywne nastawienie się do świata trochę u mnie trwało. To jest proces. Aby zrozumieć, a potem stosować w życiu i pielęgnować własne nastawienie do tego, co nas otacza, co nas spotyka każdego dnia. A ponieważ jaką energię wysyłamy światu, taka do nas wraca, postanowiłam uśmiechem, życzliwością i pozytywnymi intencjami budować nowe życie. Staram się być po prostu dobrym człowiekiem.

Jak osiągasz ten spokój?

Spokój ducha daje mi też wiara, że nic nie dzieje się bez przyczyny i wszystko, co nas spotyka, dzieje się dla naszego dobra, tylko nie zawsze od razu to rozumiemy. Bywa tak, że uparcie podążamy w niewłaściwym kierunku i wtedy potrzebujemy silnego impulsu z zewnątrz, aby się zatrzymać i zastanowić… Zatem warto być również osobą otwartą na te sygnały i elastyczną. Ja się staram.

Ważne jest, aby lubić swoją pracę?

Właściwe delegowanie kompetencji polega na dopasowaniu zakresu obowiązków do predyspozycji, a zarazem do pasji, jaka drzemie w sercu. Kto lubi to, co robi, nie przepracuje ani jednego dnia, jak powiedział Konfucjusz. Dlatego otworzyłam własne studio aranżacji wnętrz i zaczęłam angażować się w świat sztuki. Od zawsze ubolewałam, że ludzie w Polsce są tak zdystansowani do sztuki, ale przy projektowaniu wnętrz, gdy łatwiej mi było przekonać klientów do zakupu lampy czy dywanu za kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych, niż do powieszenia obrazu, a nawet fotografii, zaczęłam promocję sztuki traktować jak swego rodzaju misję wewnętrzną. Jednym z moich pomysłów, jak połączyć sztukę z designem i pokonać bariery mentalne, są Artefakty ED-Wall Art. Skoro tapety designerskie masowej produkcji były do zaakceptowania przez klientów, to wprowadziłam na rynek artystyczne tapety, naklejki na drzwi i meble oraz mozaiki szklane z obrazami w limitowanych kolekcjach z certyfikatami autentyczności sygnowanymi przez artystów. To był prawdziwy strzał w dziesiątkę!

Czy artystom jest teraz łatwo tworzyć w Polsce?

Im więcej obcowałam z artystami, tym bardziej poznawałam ich świat. Artystom plastykom nie jest łatwo przetrwać w świecie sztuki, a tym bardziej wypłynąć. Rynek sztuki w Polsce nie jest uregulowany, nie rządzą nim dobre standardy i niełatwo o wsparcie od państwa. Co najważniejsze, nie każdy twórca potrafi o nie zabiegać i nie każdy ma predyspozycje, aby być swoim menadżerem. Za sukcesem gwiazd muzyki stoi zazwyczaj sztab specjalistów, muzycy mogą sobie dorabiać chałturkami, a plastycy są pozostawieni zazwyczaj sami sobie. Na dodatkowe zarobki niewielu może liczyć, bo nie każdy malarz czy rzeźbiarz jest również grafikiem, który może pracować np. w agencji PR, lub portrecistą, który może sobie dorobić, aby finansować płótna i farby, nie mówiąc już o życiu. Kiedyś artysta był szanowanym i niezbędnym w społeczeństwie rzemieślnikiem. Obecnie niezbędni są jedynie graficy…

Jakie widzisz rozwiązanie tego problemu?

Uruchomiłam akcję społeczną Power of Art. Jej intencją było wsparcie artystów i, oczywiście, promocja sztuki i kultury. Przy współpracy z różnymi specjalistami organizowałam m.in.: bezpłatne warsztaty z autopromocji, samorozwoju, autoprezentacji, osiągania celów, etc. To jednak było za mało, dlatego powstał również portal kulturalny Art Imperium. Dzięki niemu łączę misję promocji sztuki (i kultury obcowania z nią) oraz artystów i instytucji kulturalnych. Na Art Imperium artyści i instytucje kulturalne mogą zaprezentować swój profil, dodawać informacje o organizowanych wydarzeniach i prezentować swoją ofertę. Ponadto publikujemy artykuły, wywiady, zapowiedzi i relacje z wydarzeń w całej Polsce. Tylko w ubiegłym roku objęliśmy patronatem medialnym kilkaset projektów, m.in.: publikacji, wydawnictw, festiwali i oczywiście wystaw. Głównym naszym projektem, który uruchomiliśmy w ubiegłym roku, jest interdyscyplinarny, ogólnopolski konkurs artystyczny MUZA. Jego celem jest oczywiście promocja sztuki i artystów. Tegoroczną bohaterką konkursu – tytułową Muzą – jest profesor Magdalena Abakanowicz. Artyści zainspirowani jej osobą i życiem stworzą dzieła, wchodząc w dialog artystyczny. Spośród zgłoszonych prac wyłonimy kilkudziesięciu finalistów, a jury wybierze z tej grupy zwycięzców konkursu. Wszystkich planujemy promować.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ