TEATRO-MANIACZKA

0
463

Grażyna Matysiak

 

Chciałabym się Wam przestawić jako bezwarunkowo pozytywnie zakręcona teatromaniaczka. Mam to już chyba od bardzo dawna. Taką swoją cichą miłość do teatru odczułam już w szkole podstawowej, kiedy miałam możliwość częstego chodzenia na sztuki teatralne. Doświadczyłam, jakie to wspaniałe emocje mają miejsce na scenie, na widowni, myślałam, jak to jest tam głębiej, za kulisami. Nieraz wyobrażałam sobie siebie w wielu rolach, ale liczne młodzieńcze kompleksy zwyciężyły i nie pozwoliły mi na desperacki krok, czyli na zdawanie do szkoły aktorskiej. Nie ma tego złego…! Choć nie wiem, czy nie żałować swojej decyzji, bo mój eksmąż często w wybuchach złości mi powtarzał, że jestem najlepszą aktorką na świecie…(ha, ha! Chociaż tu mnie docenił). Największy teatralny bzik przyszedł w liceum, kiedy do kultury było pod całkiem niezłą górkę. Pamiętam coroczne Spotkania Teatralne, na których można było obejrzeć spektakle czołowych polskich teatrów. Nie wiem, czy przeżyliście walkę o bilety, po które trzeba było stać w kolejce kilkadziesiąt godzin. Ale cóż… Śpiwór, termos z gorącą herbatą, kanapki i nawet trudno sobie wyobrazić, jak te spektakle potem smakowały. Do dziś czuję niewyobrażalne emocje, gdy przypominam sobie przecudowną Annę Polony w „Moralności pani Dulskiej” Teatru Starego z Krakowa.Sztuka trwała około pięciu godzin, ale cóż to były za wspaniałe godziny! Potem była długa przerwa w intensywnym bywaniu w teatrze, ale to było wymuszone innymi życiowymi obowiązkami – rodzina, małe dzieci etc. Dopiero po pięćdziesiątce!!! – mogę bez problemu oddać się swojej niejedynej zresztą pasji.Ale pasja „teatr” jest i będzie zawsze nadrzędną! Zdarza mi się być w teatrze i trzy razy w tygodniu. Zdarzyło się też, że byłam na dwóch sztukach jednego dnia! Ten typ tak ma! Dlatego pozwólcie, że będę Waszym przewodnikiem w tym temacie i pokieruję, gdzie należy skierować się w wolnym czasie i czego nie wolno żadną miarą w teatrze pominąć. Oczywiście, nie jestem żadnym krytykiem teatralnym, nie studiowałam wiedzy o teatrze, więc moje recenzje to relacje teatromaniaczki dla kobiet, które będą chciały mnie wysłuchać i zaufać, aby wyjście do teatru okazało się dla nich przeżyciem. Nie mogę i nie chcę ukrywać, że jestem pod ogromnym wrażeniem działalności pani Krystyny Jandy i jej Fundacji. To właśnie Teatr Polonia i Och-Teatr według mnie wiodą prym na teatralnym polu w stolicy, a sztuki tu oglądane wywołują tak nieodzowne w dzisiejszym świecie i śmiech, i łzy wzruszenia. Z Polonii najczęściej wychodzę ukontentowana, wzruszona, rozbawiona – słowem, szczęśliwa po prostu! Moja propozycja: tym z Państwa, którzy nie mieli jeszcze okazji zobaczyć flagowych przedstawień w głównej roli z Krystyną Jandą („BOSKA”, „SHIRLEY WALENTINE”), proponuję, aby jak najszybciej zmobilizowali się i czym prędzej to nadrobili. Cudowne emocje, z którymi Państwo wyjdziecie z Polonii, będą Wam towarzyszyć przez długie dni i rozjaśnią smutne chwile, których mamy w życiu wiele. A te spektakle potraktujcie Państwo jako niewiarygodnie skuteczną terapię psychologiczną. To pokrótce o czymś, co jest grane wiele, wiele lat i co obowiązkowo trzeba zobaczyć – jednym słowem dla spóźnialskich. A dla tych z Państwa, którzy chodzą do teatru częściej, ale może im umknęła zabawna, refleksyjna sztuka (też w Polonii), doskonała na letnie wieczory – polecam „SEKS DLA OPORNYCH”. W rolach głównych rewelacyjna Dorota Kolak i Mieczysław Baka. Jest to historia, którą można przypisać każdemu statystycznemu małżeństwu z kilkudziesięcioletnim stażem.

Zbędne jest więc pisanie teraz o codziennych problemach, które są nam dobrze znane, a które mamy okazję obejrzeć na scenie… A co jest nam tak bliskie, bo mamy to również w swoich domach, w swoich sypialniach.

Dorota Kolak (znana z serialu „PRZEPIS NA ŻYCIE”) brawurowo zagrała kobietę po pięćdziesiątce – taką jedną z nas. Atrakcyjną, trochę zmęczoną życiem i wspólnym pożyciem, która chce odkryć swoje małżeństwo na nowo podczas weekendowego wyjazdu. Jest otwarta na nowe emocje i doznania w hotelowej sypialni, z dala od rutyny domowego łoża.

Właściwie oglądamy sztukę i mamy nieodparte wrażenie, że widzimy samych siebie. Podobnie mówimy, podobnie czujemy, podobne rzeczy mamy ochotę zrobić. Przy tym świetnie się bawimy, bo sztuka jest bardzo dowcipna, a przez ironię podkreśla ważne kłopoty małżeńskie i przedstawia życiowe dylematy.

Zachęcam bardzo gorąco!

P.S.

Sama odczuwam, że ceny biletów do teatru są bardzo wysokie i, będąc teatromaniakiem, chodzę po prostu na wejściówki (trzydzieści złotych, uważam taką cenę za świetnie zainwestowane pieniądze). Dlatego mogę sobie pozwolić na ukulturalnianie się, kiedy mi się tylko zamarzy. Aby zaszczepić w Państwu teatralną sympatię, daję ten przepis na łatwiejszy (czytaj: tańszy) dostęp do kultury.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here