The Beatles

0
816

Byli przedmiotem masowego uwielbienia, a nawet kultu. Od wielbicielek, które niemal mdlały na ich koncertach, dostawali po 1000 listów dziennie, a młodzi chłopcy na całym świecie starali się kopiować ich sposób ubierania się i fryzury. John, Paul, George i Ringo, członkowie zespołu The Beatles, wyznaczyli nowe trendy w muzyce, ale i w stylu noszenia się. Ich legenda, nie tylko muzyczna, jest żywa do dziś. 

Były piski, omdlenia, krzyki i łzy – tak na muzykę podczas koncertów słynnej czwórki Brytyjczyków reagowali fani (a zwłaszcza fanki) w latach 60. XX wieku. Beatlesi w czasach swojej największej popularności byli obiektem zbiorowej histerii na nieprawdopodobną wręcz skalę. Zjawisko otrzymało nawet swoją nazwę – „beatlesmania”.

Co tak wyjątkowego miała w sobie ta czwórka muzyków, że ich sława przerosła popularność największych nawet gwiazd tamtych lat i sięga do czasów współczesnych?

Fot. Małgorzata Błońska
Fot. Małgorzata Błońska

Niegrzeczni chłopcy?

Pochodzili z Liverpoolu, który do dziś uważany jest za miasto Beatlesów. Jego najczęściej zwiedzane zakątki związane są ze słynnym zespołem – ulice i miejsca, o których śpiewali, replika pubu, gdzie zaczynali karierę, muzeum im poświęcone czy repertuar ulicznych grajków. Głównie z tego powodu miasto stanowi dla turystów nie lada atrakcję i zawsze tętni życiem.

Formacja początkowo powstała pod nazwą The Quarrymen (1956–1960) i w nieco innym składzie niż ten znany później na całym świecie. Odmienny był także styl, w jakim się nosili członkowie zespołu. Pierwotnie lansowali image „złych chłopców” w skórzanych kurtkach i grali muzykę skifflową (folk, z wpływami jazzu i bluesa).

Występowali w liverpoolskim klubie The Cavern i marzyli o własnej płycie, wielkiej karierze. Jedno i drugie okazało się niełatwe i zabrało im kilka lat. Dopiero po ostatecznym uformowaniu się składu zespołu z Johnem Lennonem, Paulem McCartneyem, George’em Harrisonem i Ringo Starrem oraz decyzji menedżera grupy, Briana Epsteina, o zmianie wizerunku z niegrzecznych chłopców w skórach na młodzieńców w garniturach oraz repertuaru z folkowo-jazzowego na rock’n’rollowy, The Beatles stanęli u progu prawdziwej kariery, którą zapoczątkowało podpisanie kontraktu z wytwórnią płytową EMI.

.

Na początku 1963 roku ukazał się ich pierwszy album „Please Please Me”, a tytułowa piosenka poszybowała na pierwsze miejsca list przebojów. Kolejne single zespołu królowały w rozgłośniach radiowych, a zwieńczeniem sukcesu był pierwszy duży koncert w londyńskim Palladium.

Od tego dnia już nic nie było takie samo – wspominał to wydarzenie po latach rzecznik prasowy zespołu, Tonny Barrow.

Publiczność na tak, krytycy nie

Publiczność pokochała czterech chłopców z Liverpoolu do szaleństwa, ale krytycy muzyczni pozostawali sceptyczni. Ba! Wręcz pokpiwali sobie z zespołu, za którym szalała cała ówczesna młodzież.

Oto, co pisano na temat The Beatles w tamtych latach:

Beatlesi są zabawni: gdy idzie o ubiór, są ekscentryczni, a ich fryzurom daleko do dzieł wielkich mistrzów fryzjerstwa; muzycznie zaś nie są całkowicie beznadziejni. („New York Journal”, recenzja „Ed Sullivan Show”, 1964)

Beatlesi to nieszkodliwa i przemijająca moda młodzieżowa, jak zabawa hula-hoop albo połykanie złotych rybek. („New York World Telegram And Sun”, recenzja „Ed Sullivan Show”, 1964)

Ci czterej mieszkańcy Liverpoolu nie byli ani obraźliwi, ani odrażający, tylko śmieszni i zabawni. („New York Journal”, recenzja „Ed Sullivan Show”, 1964.)

Gdy idzie o talent, Beatlesi to siedemdziesiąt pięć procent sztuki fryzjerskiej i pięć procent melodyjnych lamentów. Ich występy dowodzą, że należy ich wiązać nie tyle z kulturą brytyjską, co z cyrkiem Barnuma. („New York Herald Tribune”, recenzja „Ed Sullivan Show”, 1964)

Nie podoba nam się ich dźwięk. Zespoły gitarowe nie mają przyszłości. (Autor: Dick Rowe, podczas przesłuchania w wielkiej firmie fonograficznej w Decca Records, 1962, źródło: Sean Covey, 7 nawyków skutecznego nastolatka)

Lub nieco życzliwiej:

Trzeba przyznać, że mają coś, czego brakuje większości współczesnych amerykańskich wykonawców rock and rolla: ich głosy brzmią miło, potrafią ładnie śpiewać i – od czasu do czasu – można nawet zrozumieć, co śpiewają. („New York Daily News”, recenzja „Ed Sullivan Show”, 1964)

Czas pokazał, jak wielu z pokpiwających z Beatlesów krytyków zwyczajnie się pomyliło. Chłopcy z Liverpoolu osiągnęli bowiem sukces, o jakim mogło jedynie pomarzyć wielu innych wykonawców. I to nie tylko w Europie, ale i w Stanach Zjednoczonych – zazwyczaj zamkniętych na wykonawców spoza Starego Kontynentu – gdzie sprzedali największą liczbę płyt w historii całego amerykańskiego rynku fonograficznego.

Beatlesmania

Jednocześnie z rozwojem kariery zespołu powstawał wokół niego histeryczny wręcz kult. Członkowie tej formacji nie mogli się już poruszać po mieście inaczej, jak w asyście ochrony, aby ich nie rozszarpał oszalały z miłości tłum fanów. Wszędzie, gdzie się pojawili, towarzyszyły im wrzaski i piski rozgorączkowanych wielbicielek. Dziewczęta na ich koncertach wpadały w ekstazę, nierzadko histerycznie płacząc, a nawet mdlejąc z wrażenia. Uwielbienie zakochanych nastolatek dla Johna, Paula, Ringo i Georga było tak duże, że ukrywano przed nimi żony i narzeczone członków zespołu.

Sekretarka Beatlesów, Freda Kelly, prowadziła fanklub formacji. Odpisywała na tysiące listów dziennie, zbierała kosmyki włosów i pocięte kawałki podartych koszul członków zespołu i w torebkach rozsyłała je fankom. Mało który młodzieżowy idol doświadczył takiego powszechnego uwielbienia jak czterej chłopcy z Liverpoolu. Taki kult nie mógł się nie odbić inaczej niż wpływem brytyjskich muzyków także i na modę.

Być jak Paul, John, Ringo albo George…

Pierwszą rzeczą, którą brytyjscy muzycy wylansowali, były fryzury, które nazywano „na Beatlesa”. Członkowie zespołu zapożyczyli je z Paryża. Były to dłuższe włosy z grzywką zaczesaną do przodu. W czasach, kiedy mężczyźni strzygli się krótko, uczesanie, jakie nosili muzycy z Liverpoolu, było dosyć rewolucyjne. Kolejnym elementem mody związanym z Beatlesami były sztyblety, czyli skórzane buty na płaskiej podeszwie z nierozcinaną cholewką ponad kostkę.

Natomiast Johnowi Lennonowi zawdzięczamy modę na noszenie „lenonek” – okularów w okrągłych oprawkach. Ich wersja z przyciemnionymi szkłami stała się nawet symbolem kultury hippisów.

Członkowie zespołu The Beatles wylansowali także ciasne garnitury, które specjalnie dla nich projektował Pierre Cardin. Nosili je w monochromatycznych zestawach z koszulą, krawatem i butami.

Ponadto brytyjscy muzycy nobilitowali zwykłą koszulkę polo, zakładając ją do spodni od garnituru. Zapoczątkowali także modę na noszenie marynarek w parze z golfem. Tego typu zestaw obowiązkowo musiał być w jasnych barwach.

Wpływ zespołu zaznaczył się także w modzie damskiej. Typowa „beatle woman” była ubrana w krótką sukienkę o trapezowym kroju.

Co więcej, elementy ubioru wylansowane swojego czasu przez Beatlesów, do dziś są w modzie powielane i chętnie noszone przez współczesne gwiazdy.

„Forever and ever…”

Zespół The Beatles istniał dziesięć lat (1960-1970). Pod wieloma względami była to wyjątkowa formacja. Muzyków najprawdopodobniej rozdzieliła chęć pójścia swoją indywidualną artystyczną drogą, każdy już oddzielnie…

– Zrobiliśmy wszystko, jak trzeba. Ale kiedyś wreszcie dorastasz i masz dość. Zaczynasz się powielać – powiedział Ringo Starr w 2010 roku o rozpadzie zespołu. (Źródło: Philipp Oehmke, Tobias Rapp, Yesterday na zawsze, „Der Spiegel”, tłum. „Forum”, 6 grudnia 2010)

Spuścizna zespołu do dziś pozostaje inspiracją dla wielu muzyków. Do The Beatles należy największa liczba muzycznych odkryć oraz rekordów. Zdobyli kilka prestiżowych nagród Grammy oraz Oscara za film Let It Be.

Koncertowali na całym świecie: w Europie, Ameryce, Azji i Australii. Opiniotwórczy muzyczny magazyn „Rolling Stone” umieścił na 1. miejscu, swojej listy pięciuset najlepszych albumów płytę „Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band”. Ich popularność jest nieprzemijająca – szacuje się, że pod koniec lat 90. ubiegłego stulecia sprzedana została miliardowa płyta Beatlesów. Chociaż zespół od lat nie istnieje, na zawsze pozostał jednym z najważniejszych zjawisk w historii światowej muzyki.

Izabella Jarska

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ