Urszula Kwietniak

0
1077

Uwierzyłam w siebie – rozmowa z Urszulą Kwietniak

 

W tamtym roku zapisałam się do Konkursu Miss po 50ce (jest to konkurs aktywizujący społecznie i zawodowo, a nie konkurs piękności). Poznałam dzięki temu mnóstwo ciekawych ludzi, wspaniałe koleżanki. Jestem Ambasadorką Fundacji Miss po 50ce i biorę udział w jej pracach – mówi Urszula Kwietniak, II V-ce Miss po 50ce i Ambasadorka Fundacji.

 

Ula, czy powiedział Ci ktoś, że jesteś podobna do Brigitte Bardot?

 

Tak, czasami słyszę takie opinie na mój temat. Jest mi wtedy bardzo miło, ponieważ uważam ją za ikonę piękna. To dla mnie wielki zaszczyt. Jednak moje życie prywatne w stosunku do jej życia przebiegało zupełnie inaczej. Ona – wielka gwiazda światowego formatu – w młodości osiągnęła wszystko, zdobyła sławę i rozgłos, była wzorem do naśladowania dla wszystkich pań, obiektem pożądania dla wszystkich panów. Jednak w życiu prywatnym nie zaznała szczęścia przy boku ukochanego mężczyzny i swoją miłość przelała na zwierzęta.

 

A jak było z tobą ?

 

Ja natomiast w młodości byłam zahukaną żoną, synową i matką. Wraz z mężem mieszkaliśmy w domu wielopokoleniowym, gdzie najwięcej do powiedzenia miała teściowa, babcia, mąż, potem długo, długo nikt i dopiero ja. Mogę nawet powiedzieć, że nie miałam prawa do wypowiedzenia swojego zdania, tylko mogłam co najwyżej usługiwać im wszystkim. Moje jedyne sukcesy w tamtym okresie, to tylko cudowne dzieci – dwie córki, które kocham ponad wszystko – i to one trzymały mnie przy życiu. Miewałam depresje, bywałam w szpitalu, nie radziłam sobie z moim życiem. Ciągłe bycie na cenzurowanym i niestałość męża w uczuciach doprowadzały mnie do stanów nerwicowych.

 

Dlaczego nie odeszłaś?

 

– Zbyt długo próbowałam sklejać to małżeństwo, bałam się samotności… Nie chciałam utracić męża i ojca moich dzieci, wierzyłam w jego zmianę. Dzisiaj mogę powiedzieć, doradzając innym kobietom, że nie zawsze da się skleić to, co się rozpada. Jeśli mąż nie jest wierny, to niewiele może się zmienić podczas kolejnych i wciąż kolejnych prób ratowania związku. Czasami warto odpuścić wcześniej, pozostać w przyjacielskich stosunkach i dzieci wychowywać wspólnie, mimo, że oddzielnie. W moim przypadku przyjaźni nie ma, są jedynie niemiłe wspomnienia.

 

A jak jest teraz?

 

Teraz jest cudownie. Zupełnie niepotrzebnie bałam się swojej pięćdziesiątki. Poznałam w sanatorium wspaniałego człowieka. Jest to wdowiec o ujmującym sposobie bycia. Moje 50. urodziny były jak z bajki, obsypana prezentami podczas wspaniałej kolacji zapomniałam, że to miał być przełom mojego życia. Był, ale pozytywny. Jesteśmy razem i spotykają mnie od niego tylko pozytywne rzeczy. Nareszcie jestem szczęśliwa! Nareszcie czuję, że jestem kobietą. Czuję się piękna i potrzebna nie tylko do posług różnego rodzaju. To mój najlepszy okres w życiu.

 

Ile czas potrzebowałaś, aby go spotkać? Czy to twój pierwszy związek po rozwodzie?

 

Nie, nie pierwszy. Najpierw był związek z innym człowiekiem, który był bardzo we mnie zaangażowany. Niestety ja traktowałam go trochę jak brata. Zwiedziliśmy razem kawał świata, ja w międzyczasie zrobiłam dwa kierunki na studiach podyplomowych, rozwijałam się i pracowałam, jak oszalała na dwóch etatach: w szkole, jako nauczycielka oraz wspólnie z moim partnerem prowadziliśmy sklepy. Ale pieniądze to nie wszystko. Gdy brak miłości trzeba być uczciwym… no i rozstaliśmy się. Wspominam go jednak bardzo miło i mamy kontakt. Ale w życiu miłość i uczciwość jest najważniejsza.

 

Jaki masz kontakt z córkami, czy akceptują twoje wybory życiowe?

 

Oczywiście, bardzo się kochamy i rozumiemy. Nigdy nie zapominałam, że jestem przede wszystkim matką. Dla nich ratowałam małżeństwo, dla nich starałam się pracować ciężko, aby zapewnić odpowiednie wykształcenie. Kocham je, a one mnie.

 

Ja oceniasz swoją drogę, do wiary w siebie?

 

Jak wcześniej powiedziałam bardzo potrzebowałam sygnału od świata, że jestem wartościowa. W tamtym roku zapisałam się do Konkursu Miss po 50ce (jest to konkurs aktywizujący społecznie i zawodowo, a nie konkurs piękności). Poznałam dzięki temu mnóstwo ciekawych ludzi, wspaniałe koleżanki. Jestem Ambasadorką Fundacji Miss po 50ce i biorę udział w jej pracach. Na razie to dopiero rozruch, ale już zrealizowaliśmy, między innymi w mojej szkole, projekt „Budowanie autorytetów wśród dzieci i młodzieży ze szkół podstawowych i gimnazjalnych z Andrzejem Supronem”, organizujemy także koncerty charytatywne w ramach akcji „Godnie żyć” na rzecz dwóch rodzin. Zastanawiam się, czy nie zorganizować koncertu charytatywnego dla potrzebujących z mojego terenu, ale nie każdemu można pomóc i pomagając po trochu nie osiągniemy zamierzonego celu. Fundacja podjęła decyzję, że aby pomoc była widoczna, musi być konkretna. Zapraszam wszystkich chętnych do współpracy w naszych projektach.

 

Czym Konkurs był dla Ciebie?

 

Trampoliną. Uwierzyłam w siebie. W tym konkursie najważniejsze było pokazanie światu, że my istniejemy, że mamy takie same prawa jak ludzie młodzi…, Że mamy marzenia, pasje, chcemy kochać i być kochanym. Każdy skorzystał z udziału w Konkursie inaczej, ale to wszystko zależało od samych uczestniczek. Jak mówi założycielka Fundacji-każdą zmianę zaczynajmy od siebie. Ja tak zrobiłam.

 

Najlepsze z życia to…?

 

Być szczęśliwym. A ja jestem.

 

Katarzyna Czajka

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ