O zmianach w polskich sądach

0
782

Adwokat Filip Dopierała

Adwokat Jędrzej Siemion

Od kilku tygodni cyklicznie pojawiają się w mediach materiały poświęcone nowelizacjom Kodeksu postępowania karnego oraz Kodeksu karnego, które weszły w życie 1 lipca 2015 r. Nagłówki prasowe informują o rewolucji w polskich sądach oraz o amerykańskich inspiracjach autorów wprowadzonej reformy. W tytułach padają również – skądinąd zasadne – pytania o stan przygotowania organów wymiaru sprawiedliwości i skutki, jakie reforma przyniesie obywatelom. Najbardziej nośne medialnie i przywodzące na myśl porównania do amerykańskich rozwiązań zmiany polegają na zwiększeniu roli porozumień procesowych oraz uwolnienia sądu od obowiązku poszukiwania dowodów winy oskarżonego. W ramach prowadzonej od wielu miesięcy debaty publicznej pojawiają się skrajnie odmienne oceny nowych rozwiązań. Wydaje się jednak, że komentatorzy zgodni są co do jednego – nie wiadomo tak naprawdę, jaki w praktyce skutek odniosą znowelizowane przepisy. Wszystko zależy bowiem od aktywności procesowej prokuratorów, adwokatów, radców pranych, a przede wszystkim składów orzekających. Tytułem wyjaśnienia – znacznie sprawę upraszczając – wskazać wypada, że proces karny istniejący przed 1 lipca 2015 r. wyglądał w sposób następujący. Etap sądowy sprawy karnej inicjowany był (i nadal jest) wniesieniem przez prokuratora do sądu aktu oskarżenia. Jest to pismo oskarżyciela, w którym przedstawia on wyniki przeprowadzonego śledztwa oraz ustalony stan faktyczny. Wskazuje również okoliczności oraz dowody na poparcie swoich tez. Następnie na rozprawie to sąd przeprowadzał zawnioskowane w akcie oskarżenia dowody, np. zadając pytania świadkom i odczytując im protokoły ich zeznań z postępowania przygotowawczego, powtarzając de facto czynności wykonane przez prokuratora w toku śledztwa. Oprócz przeprowadzania dowodów z aktu oskarżenia sąd mógł powoływać i powoływał dowody z własnej inicjatywy, jak również dowody zawnioskowane przez obrońcę lub pełnomocnika oskarżyciela posiłkowego. Wreszcie według tak ustalonego stanu faktycznego sąd wydawał wyrok skazujący albo uniewinniający. Proces karny w tym kształcie opierał się zatem na założeniu, że to sąd (a nie oskarżyciel), podejmując aktywne działania, dążyć ma do ustalenia obiektywnej prawdy, czyli do odkrycia, co się naprawdę w danej sprawie wydarzyło. Rolę sądu można by zatem określić mianem nie tyle gospodarza postępowania, co wręcz jego „władcy”. To sąd decydował bowiem o podejmowanych czynnościach procesowych, w tym dowodowych, i te czynności sam w istocie przeprowadzał. Tak rozbudowana aktywność sądu korelowała bardzo często z biernością prokuratora. Oczywiście nie w każdym procesie prezentował on postawę pasywną. Czasem jednak trudno było oprzeć się wrażeniu, że oczekiwał od sądu wsparcia w popieraniu tez oskarżenia. W dotychczasowym modelu postępowania występujący na rozprawie prokurator, w większości przypadków nie tylko nie był autorem popieranego przez siebie aktu oskarżenia, lecz nawet nie miał szans na zapoznanie się z aktami sprawy przed rozprawą. W tych warunkach nie sposób więc było oczekiwać od oskarżyciela nadmiernej aktywności. Nowelizacje procedury karnej, które weszły w życie 1 lipca, przyniosły poważne zmiany m.in. w modelu prowadzenia postępowania dowodowego przed sądem. Dziś to strony, a nie sąd zobowiązane są do przeprowadzania dowodów w toku sprawy. Obowiązek ten obejmuje m.in. poszukiwanie dowodów na poparcie przedstawianych tez oraz zadawanie pytań świadkom. Wprowadzone zmiany oznaczają również, że obowiązek wykazania winy oskarżonego ciąży teraz na prokuratorze, a nie na sądzie. Zatem w sytuacji, gdy przedstawione w akcie oskarżenia dowody nie wystarczą do przypisania oskarżonemu winy za zarzucane przestępstwo, sąd nie będzie – jak to się działo dotychczas – szukał dowodów dodatkowych, tylko wyda wyrok uniewinniający. Nie oznacza to oczywiście, że oskarżony i jego obrońca mogą pozwolić sobie na brak aktywności, jednak wobec oskarżonego nadal obowiązuje zasada domniemania niewinności. U podstaw wprowadzonych zmian legło założenie, że proces karny powinien być prowadzony przed sądem występującym w roli bezstronnego arbitra, przez równoprawne, spierające się oraz zainteresowane wynikiem postępowania strony. Właśnie przy tej okazji pojawiają się porównania do znanego powszechnie z filmów amerykańskich kształtu procesu karnego, przedstawianego tam jako starcie prokuratora z obrońcą przy jedynie biernej obserwacji sądu. Rzecz jednak w tym, że znowelizowane przepisy pozostawiają sądowi możliwość aktywnego uczestniczenia w postępowaniu dowodowym (czyli powoływania dowodów z własnej inicjatywy, zadawania pytań świadkom, odczytywania protokołów etc.) w „wyjątkowych wypadkach szczególnie uzasadnionych okolicznościami”. Jednak to użyte w przepisie określenie może tak naprawdę oznaczać wszystko, a decyzja czy z tej furtki skorzystać, należy wyłącznie do sądu. Nie brakuje zatem głosów, że mimo zmian w przepisach zwyciężą stare przyzwyczajenia i nic tak naprawdę się nie zmieni. Oczywiście wprowadzone nowelizacje wymagają zmiany nawyków i przyzwyczajeń wszystkich uczestników postępowania karnego, jak również reform organizacyjnych (częściowo już wprowadzonych) w pracy sądów i prokuratur. Najbliższa przyszłość i praktyka odpowiedzą na pytanie, czy wprowadzona procedura okaże się korzystna, czy znowu czekać nas będą kolejne reformy.

image001LTA Doradztwo Prawne Dopierała                                                                                     i Wspólnicy Spółka Komandytowa

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here